CISZA PO KOMUNII ŚWIĘTEJ

Żyjemy w świecie pełnym słów. Rozmawiamy, piszemy wiadomości, słuchamy radia, oglądamy telewizję. Wokół nas nieustannie coś mówi, gra, przypomina o sobie. Cisza staje się czymś coraz rzadszym. A jednak są takie chwile, kiedy słowa przestają być potrzebne.

Jedną z nich jest dla mnie moment po Komunii świętej. To niezwykła chwila. Przyjęliśmy do serca samego Jezusa.
Nie symbol. Nie wspomnienie. Nie piękną ideę. Ale prawdziwego żywego Boga obecnego w Eucharystii.

I wtedy często myślę, że najpiękniejsza modlitwa nie musi składać się ze słów. Bo co można powiedzieć Temu, który zna nas lepiej niż my sami? Który zna nasze myśli, lęki, marzenia, radości i cierpienia?

Czasem wystarczy po prostu być. Trwać w Jego obecności. Pozwolić, aby On patrzył na nas, a my na Niego.

Kiedyś wydawało mi się, że modlitwa musi być wypełniona słowami. Że trzeba coś mówić, o coś prosić, za coś dziękować. Dziś coraz częściej odkrywam wartość ciszy. To właśnie w ciszy po Komunii świętej najłatwiej usłyszeć własne serce. Najłatwiej zauważyć, co naprawdę nosimy w sobie. I najłatwiej pozwolić Jezusowi działać.

Ta cisza jest trochę jak spotkanie dwóch przyjaciół, którzy nie muszą nieustannie rozmawiać. Wystarczy, że są razem.

Czasem po Komunii świętej dziękuję Jezusowi za otrzymane łaski. Czasem powierzam Mu swoje troski. A czasem po prostu siedzę w ławce i milczę. I mam wrażenie, że właśnie wtedy modlę się najpiękniej. Bo miłość nie zawsze potrzebuje słów.

W świecie pełnym hałasu chwila ciszy po Komunii świętej jest jak zatrzymanie czasu. Jak schronienie dla zmęczonego serca. Jak spotkanie z Kimś, kto nie oczekuje pięknych zdań, ale otwartego serca.

Może dlatego warto nie spieszyć się po Komunii świętej. Nie uciekać myślami do codziennych spraw. Nie zagłuszać tej chwili. Bo być może właśnie wtedy, w tej cichej obecności, Jezus mówi do nas najwięcej. A my możemy odpowiedzieć Mu najprościej: „Jezu, jestem”.




Emilia

do góry